17-latek odbudowuje Jelcza w namiocie
Młody zielonogórzanin prawdopodobnie jest najmłodszym w Polsce właścicielem autobusu. Nie jest mechanikiem, blacharzem ani spawaczem – przy kapitalnym remoncie sam uczy się mechaniki i każdą wolną chwilę po szkole spędza w warsztacie.
Jelcza kupił w 2024 roku, gdy pojazd stał zarośnięty trawą i krzakami na parkingu przy drodze w Dziekanowie Nowym pod Warszawą. Autobus przyjechał do Zielonej Góry na lawecie. Nie dało się go uruchomić ani nim jechać, a jego tył był uszkodzony po zderzeniu z samochodem.
Jelcz PR110M od początku lat 90. jeździł w komunikacji miejskiej w Łomiankach. Później trafił do prywatnego właściciela, który przerobił go na bar; służył też do obsługi planów filmowych.
Zainteresowanie komunikacją miejską zaczęło się u 17-latka za sprawą kolegi z przedszkola. Później jeździł autobusami z tatą, odwiedzał dni otwarte w zajezdni MZK i obserwował pojazdy na pętli przy dworcu PKP. Od dawna marzył o własnym autobusie, przy którym mógłby pracować.
Remont trwa od około roku. Właściciel najpierw ocenił, które części trzeba wyrzucić, a które dokupić. Początkowo popełniał wiele błędów, ale z czasem nabrał wprawy: naprawił silnik, zdemontował wnętrze i poszycie, wyjął szyby, a z autobusu pozostawił kratownicę.
Teraz usuwa skorodowane fragmenty. Sprawdza je młotkiem: jeśli narzędzie po uderzeniu przebija element, część jest do wycięcia i wymiany. Do wymiany kwalifikują się również fragmenty mocno skorodowane, spuchnięte lub pęknięte.
Jak ocenia, konstrukcja autobusu jest prosta i składa się z metalowych profili. Więcej pracy wymaga poszycie, bo jego elementy są tłoczone i niektóre trzeba odtworzyć. W tym modelu nie było charakterystycznego „gołębnika”, a przód był ścięty; przy łączeniu plastikowego ekspozytora z dachem powstała dziura, przez którą dostała się woda. Podczas prac na młodego właściciela wylała się woda, która zalegała tam od około 20 lat.
Warsztatem jest duży namiot w zielonogórskim Zatoniu. Miejsce udostępniło Muzeum PRL-u „Nie lubię poniedziałku”. Plastikową ścianę udało się zdobyć w całości, ale jej konstrukcję i wytłoczenia trzeba wykonać od nowa.
Wytłoczenia wewnętrzne pochodzą z autobusu, który jeździł w Nowej Soli, a przedni zderzak – z oryginalnego zielonogórskiego autobusu. Części właściciel znajduje pocztą pantoflową oraz w internetowych grupach miłośników komunikacji miejskiej. Odbudował już konstrukcję przy nadkolu, fragment bocznej ściany i wgnieciony pas z przodu; pierwszy stopień przestał się zapadać.
Uczeń czwartej klasy CKZiU nr 2 „Elektronik” chce zostać programistą. Zanim kupił autobus, tworzył proste gry o mechanice: modele autobusów poruszały się w nich i otwierały drzwi po kliknięciu przycisku na pulpicie. Tworzył też symulacje układu pneumatycznego, na przykład podnoszenia pojazdu na poduszkach.
Pierwszych lekcji spawania udzielili mu znajomi ojca, a praktycznej – wujek. Ojciec, który jest inżynierem, pomaga przy dorabianiu niektórych elementów. Właściciel korzysta też z wiedzy i doświadczenia byłego kierowcy i spawacza MZK; podkreśla, że sam wykonuje prace, a rodzina sprawuje nadzór techniczny.
Postępy przy odbudowie można śledzić na stronie: http://facebook.com/zg.jelcz
Najwcześniej w 2028 roku autobus ma być gotowy do użytku.
Źródło: Urząd Miasta Zielona Góra









